wtorek, 21 maja 2013

"My twin Brother"~~Rozdział 2

Witam moich czytelników :)

     Po długim czasie mojego braku weny w końcu napisałam "My twin brother" cz.2 :) Jest dość krótka, ponieważ to dopiero początek, a dziać się coś fajnego zacznie dopiero w 3 części, która już jest w trakcie tworzenia się :)

     Ostatnio tracę wenę na cokolwiek, więc nie będę już dodawać tak często jak kiedyś, a jak zniknę całkowicie to się nie dziwcie choć mój blog i tak jakoś ostatnio świeci pustkami i nikt nie komentuje (_ _ )

     Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze w "I'll never let you go"~~2Min. Było ich jednak mniej niż we wcześniejszym opowiadaniu, ale i tak się cieszę, że jednak komuś się bardzo podobało. Szczerze byłam zdziwiona takimi pozytywnymi komentarzami, więc jeszcze raz bardzo dziękuję :)

     Już nie przedłużam i zapraszam do czytania :)

~Hira

_____________________________________________________________________

"My twin brother"


~Rozdział 2



       "Taemin zawsze był sam..." - niezupełnie.
Co powiecie na braterską miłość? Taemin taką przeżył do czasu gdy jej nie stracił ponad pięć lat temu. Był wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Brat, któremu mógł ufać, powiedzieć wszystko, bawić się z nim całymi dniami bez przerwy. Piaskownica, gra w piłkę, play station. To utrata tego wszystkiego tak go zniszczyła. Utrata ukochanego brata bliźniaka.
      Co się z nim stało te lata temu? Dlaczego uciekł bez słowa? Nikt nie wie prócz samego uciekiniera. Po prostu gdy Taemin rano się obudził, Taesun'a w swoim łóżku już nie było. Zniknął. Na zawsze...
Tak uważał do dziś.

      - Jak mogłeś uciec? Jak mogłeś zostawić mnie samego?! - tylko na tyle było go teraz stać. Był wściekły na starszego od siebie o dziesięć minut brata jednak jego to wcale nie ruszało. Leżał na plecach na łóżku Taemin'a nucąc sobie coś pod nosem. - Taesun!
     - A coś mnie ominęło? - spojrzał na bliźniaka, uśmiechając się.
     - Zmieniłeś się - szepnął cicho Taemin.

     Taesun bardzo różnił się teraz do brata Taemin'a, którego młody zapamiętał. Kiedyś słodki blondynek teraz włosy ścięte, zafarbowane na ciemny brąz i to pewne siebie spojrzenie. To nie Taesun'a dużo ominęło, a Taemin'a.
     Taesum obdarował Taemin'a swoim, nowym dla brata, spojrzeniem i podniósł się do siadu.
     - Ty za to nie zmieniłeś się wcale, a wcale. Nadal mały, bezbronny, dziecinny Taemin'ek - rozwalił młodszemu włosy, a ten do razu je poprawił. Ton, jakim posłużył się zaginiony spowodował zimny dreszcz na plecach.
    - Przestań - szepnął cicho. - To nie jest miłe.
    - Myślałem, że już wydoroślałeś, a ty...nadal śpisz z pluszakami - rozejrzał się po pokoju i zaśmiał się wrednie.
     - Taesun...przes... - przerwał, słysząc otwierające się drzwi wyjściowe.
     - Taemin! Wróciłam! - usłyszał głos cioci Miyu.
     - O nie! - jęknął Taesun, zrywając się z łóżka. Podbiegł do wielkiej szafy Taemin'a i otworzył ją. - Nic nie mów jej! Mnie tu nie ma.
     - Co? Jak to mam nie powiedzieć? Bo kilku latach się w końcu znalazłeś, a ja...
     - Po prostu siedź cicho. Trudne? - rzucił mu chłodne spojrzenie i  wszedł do szafy.
     Taesun na szczęście zdążył się skryć, bo do pokoju weszła opiekunka Taemin'a.
     - Taemin? Z kim rozmawiasz? - patrzyła na niego zdziwiona.
     - Ja...rozmawiałem z kolegą przez telefon - czuł, jak drżą mu dłonie. Nigdy nie okłamywał cioci. To było okropne uczucie.
     - Rozumiem - uśmiechnęła się. - Taemin? Mogę cię prosić do kuchni? Musimy poważnie porozmawiać - w jej głosie słychać było smutek. Czyżby się zorientowała? Ale to przecież niemożliwe.
     Gdy ciotka zniknęła za drzwiami, Taemin rzucił ostatnie spojrzenie na szafę ruszył za nią.
Usiadł na krześle przy stole, a kobieta oparła się plecami o blat, składając ręce na piersi.
     - Czy...coś się stało? - zapytał, a jego nogi były jak z galaretki.
     - Wiesz, że moja praca wiąże się także z wyjazdami, prawda? - zapytała, a młody pokiwał niewidocznie głową. - Dlatego jest mi teraz bardzo smutno i przykro, ale muszę cię zostawić na tydzień może dwa. - Taemin'a zacisnął żołądek. Jak to zostawić na tydzień lub dwa? - Za cztery godziny mam samolot do Japonii, więc muszę się szybko spakować. Zrobiłam ci większe zakupy. Wszystko już schowałam do lodówki i szafek, więc...
     - Chcesz mnie zostawić samego na 2 tygodnie? - przerwał jej z niedowierzaniem.
     - Wybacz mi, ale nie mam wyboru. Potrzebują mnie w pewnym projekcie...., ale obiecuję, że będę dzwonić codziennie!
     - Rozumiem - stwierdził.
     - To ja...pójdę się spakować - stwierdziła i wyszła z kuchni.
     Taemin starał się powstrzymać napływające do oczu łzy. Tylko dwa tygodnie jednak ciocia Miyu była jego jedyną rodziną...teraz był jeszcze Taesun.
   


****


    Stał przed nią ze spuszczoną głową patrząc na jej walizkę, stojącą obok jej nóg. Już spakowana i gotowa do wyjazdu na granice.
    - Dasz sobie radę. Jesteś już dojrzałym mężczyzną - uśmiechnęła się, jednak w jej oczach widać było smutek.
     - Będziesz do mnie dzwonić codziennie? - zapytał cicho, podnosząc na nią wzrok.
     - Obiecuje - przytuliła go. - Codziennie.
     Taemin wtulił się w jej ramię, mocno ją przytulając.
     - Kocham cię.
     - Ja ciebie też Taemin, a teraz wybacz mi, ale taksówka czeka - stwierdziła smutno odwracając się i zauważając pojazd na podjeździe.
     - Ah tak. To...miłej podróży - uśmiechnął się - Pa - pomachał jej energicznie, uśmiechając się.
     - Pa - odmachała mu, i ruszyła do samochodu. Kierowca spakował jej walizkę do bagażnika, a kobieta usiadła na tylnym siedzeniu. Gdy kierowca usiadł za kierownicą, pomachała mu jeszcze raz i zniknęła za rogiem.
     Taemin uśmiechnął się ostatni raz i schodami wrócił do mieszkania. Gdy wszedł do swojego pokoju z głowy uciekła myśl o jego ciotce, a wróciła o bracie, który stał przy oknie, oparty o parapet.
    - Zostawiła cię....to znaczy wyjechała do Japonii, tak? - uśmiechnął się pod nosem. - Tak, jej praca jest na prawdę ciężka, a ona daje z siebie wszystko - odwrócił się do Taemin'a.
    - Kocha to robić, więc nie jestem na nią zły - uśmiechnął się delikatnie. - Cieszę się, że tak jej się powodzi.
    - Tak, to prawda - usiadł na łóżku. - Więc, jak zostaliśmy sami to...opowiedz co tam u ciebie?
    - Tęskniłem za tobą. - stwierdził.
    - Chodź do mnie - usłyszał do brata, który klepał miejsce obok siebie. Taemin podszedł powoli i usiadł od razu się przytulając osobnika.
    - Tak bardzo się cieszę, że do mnie wróciłeś. Tak bardzo tęskniłem za tobą, a teraz czuję się bezpieczny. Kocham cię bracie - wtulił twarz w zagłębienie jego szyi.
     - Dobrze już dobrze. Koniec rozklejania się - odsunął go od siebie. - A teraz mów co się stało.
     - Hmm?
     - Dlaczego gdy wróciłeś do domu ze szkoły płakałeś?
     - Ale...
     - Jestem twoim bratem. Mam prawo wiedzieć i pomóc ci.
     Niepewność w jedną chwilę zamieniła się w szczęście i bezpieczeństwo. To, czego Taemin od bardzo bardzo dawna nie potrafił zaznać. Chciał powiedzieć mu wszystko. Całą prawdę. Ufał mu, ale czy powinien?
     - Bo wiesz...ja nie jestem zbyt lubianą osobą w szkole.
     - To znaczy? - Taesun uniósł pytająco brew.
     - Szkolna ofiara - spuścił głowę. - Mówi ci to coś?
     - Aż tak źle?
    Taemin opowiedział mu jak jest poniewierany w szkole każdego dnia. Jak ludzie się nim bawią gdy mają zły dzień. Wszystko, a na ustach Taesuna zamiast smutku i współczucia z każdą nową informacją pojawiał się coraz to bardziej szerszy uśmiech.
    - Dlaczego nie poszedłeś z tym do dyrektora?
    - Żartujesz sobie? Byłoby jeszcze gorzej! Na szczęście jest....zresztą nie ważne - ze zdenerwowania miętolił koniec swojego swetra.
    - Na szczęście jest...co? - zdziwił się.
    - Nie co tylko kto.
    - Kto? Taemin? - na ustach brata pojawił się teraz taki banan jakiego nigdy w życiu jeszcze nie widział i taki, który spowodował także uśmiech na ustach Taemin'a
    - Ma na imię Minho. Można powiedzieć, że to taki superbohater. Dużo razy mi pomógł uciec przed tymi wszystkimi, którzy...niezbyt mnie lubią - uśmiechnął się potajemnie.
     - Leci na ciebie?
     - Co? Nie! Nigdy! - krzyknął. - On jest zbyt lubiany i znany w szkole, by zadawać się z kimś takim jak ja. Jego ojciec jest trenerem koszykówki, a sam gra w drużynie. Jest naprawdę dobry, a ja? Jestem nikim. Śmieciem.
    - No tak - Taesun odwrócił głowę w stronę drzwi gdzie obok nich znajdowało się lustro. Popatrzył w ich odbicie gdy nagle zmarszczył czoło. Bracia bliźniacy.
    Spojrzał na Taemin'a i uśmiechnął się:
     - Taemin, zamieńmy się.
     - Co?

     Taesun wiedział, że zatrzyma się tu na jakiś czas.
 

***


      - No proszę, proszę. Kogo my tu mamy - zaśmiał się Jonghyun, obserwując wchodzące do klasy cielsko Choi Minho. - Na historii się nie było? Czyżby tatuś zatrzymał? - uśmiechał się chytrze.
     To prawda. Ojciec Minho był na prawdę surowy dla swoich zawodników, a szczególnie gdy jest się jego synem. Przecież syn trenera musi umieć najwięcej. Przychodzi wcześnie rano przed resztą i wychodzi z sali później od reszty przez co spóźnia się zawsze na pierwsze godziny lekcyjne.
     - Nie wkurzaj mnie - usiadł w ławce przed Kim, rzucając plecach na stolik po czym od razu odwrócił się bokiem do Jonghyun. - Mam już tego serdecznie dość - odchylił głowę do tyłu, opierając ją o ścianę.
     - Coś to się stało, że wielki Choi Minho tak...
     - Jonghyun!
     - Dobra, już dobra. Nic przecież nie mówię - zjechał po krześle, rozsiadając się wygodnie, i wyjmując telefon z kieszeni.
     Minho wziął głęboki wdech, przymykając powieki. Takie zmęczenie było dla niego już niczym nowym, więc nie odczuwał go tak bardzo jak inni.
Otworzył oczy i skierował wzrok w kierunku drzwi, gdzie mignęła mu sylwetka znanego chłopaka. Zerwał się z krzesła i pobiegł za nim.
    - Ej Minho! - krzyknął za nim Jong, ale on nie miał zamiaru się zatrzymać.
    Szedł za młodym chłopakiem w długich, rudych włosach, który, z wzrokiem wbitym w ziemię, szedł w kierunku swojej szafki. W końcu zatrzymał się, a Choi stanął obok niego. |
    - Cześć Taemin - uśmiechnął się, a Lee spojrzał na niego spod grzywki. Widać było, że jest jakiś zagubiony, niepewny.
    - Hej - szepnął cicho, szukając czegoś wewnątrz metalowego pudełka.
    - Więc...na jaką lekcję teraz idziesz? - uśmiechnął się głupkowato. Nie bardzo wiedział o co zapytać.
    - Ja...nie mam dzisiaj lekcji...to znaczy, ja...muszę iść do domu - znalazł w końcu i wziął w dłonie jakiś czerwony zeszyt, przykładając go dłonią do piersi.
    Minho zmarszczył brwi, obserwując przedmiot. Bardzo często widział z tym zeszytem młodego i nie ukrywał, że był bardzo ciekawy, co w owym notatniku się znajduje.
    - Co to? - Minho chciał zabrać mu zeszyt, ale Taemin natychmiast odepchnął jego dłonie. Zatrzasnął szybko szafkę i pobiegł do wyjścia. Obserwował, jak jego sylwetka znika za szklanymi drzwiami.
    Tyle go dzisiaj widział.
I już nie zobaczy. (?)


C.D.N.

piątek, 10 maja 2013

"Miłość nie istnieje"~~MinKey [Minaturka]

Witam :)

     Napisane pod wpływem nagłych emocji. Nie myślałam nad tym czy coś jest źle, czy coś się nie trzyma sensu. Po prostu napisałam i chciałam dodać tutaj na bloga.

     W moim archiwum jest już gotowa notka "My twin brother" cz.2, więc wyczekujcie :)

Nic więcej.

~Hira  

____________________________________________________________________________________


"Miłość nie istnieje" 



       Czy warto poświęcać się dla ukochanej osoby? Dla osoby, która jest dla ciebie całym światem i widzisz tylko ją?
Nie warto.

      Czy warto spędzić z nią każdą chwilę? Poświęcić swój cenny czas? Być przy niej gdy tego potrzebuje?

Nie warto.

      Czy warto w ogóle kochać taką osobę? Spojrzeć jej głęboko w oczy i powiedzieć "Kocham cię"? Daj jej to uczucie,że jest dla kogoś bardzo ważny?

Nie warto.

     Pierwsza randka, pierwsze wspólne zdjęcie postawione w ramce na biurku, pierwsze wyjście do kina, teatru aż w końcu pierwsza namiętna noc i pierwsze wyznanie sobie miłości. Czy warto?
Nie warto.



Dlaczego?

     Widok ciebie całującego kogoś innego.
Kobietę.
    Nienawidzę cię! Nienawidzę!

    Zrobiłem ci awanturę przy tej dziewczynie. Naprawdę bardzo mi miło dowiedzieć się od niej, że masz z nią 5-letniego syna i od 6 lat jesteście małżeństwem. 
Tak, cieszę się, że jesteś szczęśliwy, wiesz?
Minho! Jesteśmy razem od 2 lat, a ty masz żonę? 
    Uderzam cię w twarz i odchodzę. Nawet się za mną nie odwróciłeś tylko uspokajasz tę swoją dziwkę. 
Nienawidzę cię Minho. NIE.NA.WI.DZĘ!

    
     Czy warto tracić czas na miłość?
Nie warto.

    
     Nagrywasz się tyiąc razy na sekretarkę. Myślisz, że odbiorę? Jesteś pieprzonym skurwielem jeśli tak sądzisz...UPS! Już za późno. Już dawno nim jesteś.

,,Kibum, wybacz mi, ale tak będzie lepiej"

Nienawidzę cię!


     Czy warto wierzyć w miłość?

Nie warto.

Miłość nie istnieje.



THE END.